Archiwa tagu: relacja

Lepiej trzy godziny w błocie niż…

otwierająceTekst i zdjęcia: Roman Wieczorkiewicz
Lepiej trzy godziny babrać się w błocie, niż cały dzień męczyć się z żoną w domu – tymi słowami przedstawiciel Biura Bezpieczeństwa Narodowego otworzył tegoroczny, IX Bieg Katorżnika. Ekipa ATVX.pl tradycyjnie już stawiła się na starcie tej wyjątkowej imprezy.

Na terenie ośrodka wypoczynkowego Silesiana w Kokotku pod Lublińcem Wojskowy Klub Biegacza – Meta, działający przy jednostce komandosów z Lublińca, od dziewięciu lat organizuje Bieg Katorżnika. Przez jezioro, bagna, szuwary i inne tego typu przyjemności kolejny raz ścigało się kilkuset twardzieli.

1

Tegoroczna trasa, choć wyraźnie dłuższa, była znacznie łatwiejsza niż w poprzednich edycjach imprezy. Znaczna jej część biegła po prostu przez las, chociaż oczywiście nie zabrakło rowów melioracyjnych, trzcin i szuwarów, jak również jeziora. Ostatni odcinek był jak zwykle usiany dodatkowymi, sztucznymi przeszkodami jak drut kolczasty, opony czy piwnice starego opuszczonego budynku. Ciężko stwierdzić czy to dobrze czy źle. To chyba zależy od indywidualnego przygotowania każdego z uczestników. A tych w tym roku nie brakowało. Zapisy na biegi główne dla mężczyzn skończyły się w 24 godziny po ich otwarciu. Jedynie listy na biegi dla kobiet, a także dla VIP-ów i dziennikarzy były otwarte dłużej.

2

Trzeba natomiast zwrócić uwagę na stronę organizacyjną. Znacznie bliżej startu/mety przeniesiono depozyt, co ma dosyć istotne znaczenie dla uczestników, którzy przyjechali sami i nie ma im kto przypilnować rzeczy. W inne miejsce przeniesiono także parkingi dla samochodów. Mimo początkowej dezaprobaty dla tego pomysłu, nie stanowiło to jakiegoś szczególnego utrudnienia dla zawodników. Na odnotowanie zasługuje również punkt medyczny, gdzie uczestnicy mogli zmierzyć sobie ciśnienie krwi. Kibice, oprócz dopingowania swoich zawodników mogli także przymierzyć się do samochodu Hummer, porozmawiać z żołnierzami pułku specjalnego komandosów, czy spędzić czas przy kiełbasce i piwie.

3

Dodatkowymi atrakcjami były biegi dla dzieci i seniorów: mały katorżnik oraz bieg babci. Znacznie skrócona i nieporównywalnie łatwiejsza trasa okazała się prawdziwym wyzwaniem dla maluchów, ale także źródłem wielkiej radości i satysfakcji.

4A

A po biegu na wszystkich czekała kawa i żołnierska grochówka.

5

Chociaż na przestrzeni lat wyraźnie zmienił się charakter imprezy – z dwudniowego pikniku rodzinnego z licznymi atrakcjami dla dzieci i żon, na bardziej sportowy i komercyjny, gdzie sam wyścig jest kluczowy, atmosfera była jak zwykle znakomita. Fenomenalny prowadzący, który potrafi mówić nieprzerwanie przez cały dzień, a przy tym tryska inteligentnym humorem, prawdziwie sportowa rywalizacja i fair-play zawodników oraz piękne kobiety – wszystko to sprawia, że nasza ekipa nie ominie również dziesiątej edycji katorżnika.

Hubertus EXPO – Dla każdego coś miłego…

Tekst i zdjęcia: Roman Wieczorkiewicz
Redakcja ATVX wybrała się na 10., jubileuszowe, Targi Łowiectwa, Strzelectwa i Rekreacji – Hubertus Expo w Warszawie.

Ta trzydniowa impreza przyciągnęła bardzo wielu wystawców i odwiedzających. Można było spróbować potraw z dziczyzny, obejrzeć pokaz sokolniczy, pokaz mody myśliwskiej, pokaz wabienia jeleni czy pokaz tresury psów. Była możliwość odbycia praktycznego instruktażu strzeleckiego i spróbowania swoich sił w strzelaniu z łuku bloczkowego. Obok bogatej oferty broni strzeleckiej znakomitych firm, rzucała się w oczy szeroka oferta optyki jak celowniki czy lornetki.

1

Wystawcy prezentowali broń strzelecką, łuki, ubrania oraz gadżety związane z łowiectwem: jak zapalniczki, kieliszki, czy galanteria skórzana. Bardzo szeroka była oferta różnego rodzaju noży. Obok firm z tej branży, swoje stoisko miało Polskie Stowarzyszenie Twórców Noży i Broni Białej, gdzie można było obejrzeć, wziąć do ręki oraz oczywiście kupić ręcznie wykonane noże. Ciekawostką była tez możliwość porozmawiania z ich twórcami.

2

Targi jednak to nie tylko impreza dla myśliwych. Także miłośnicy quadów znaleźli tu coś dla siebie. Czterokołowe pojazdy prezentowała Honda oraz Yamaha. Oba stoiska cieszyły się sporym zainteresowaniem, ich obsługa naprawdę miała co robić.

3

Również miłośnicy szeroko rozumianego outdooru znaleźli tu coś dla siebie: namioty, śpiwory czy sprzęt biwakowy. Organizatorzy zadbali również o propozycję dla dzieci. W czasie trwania targów najmłodsi mogli spędzić czas na specjalnie przygotowanym dla nich stoisku pod nazwą Hubercik Expo 2013, gdzie odbywały się między innymi: konkurs plastyczny oraz konkurs znajomości gatunków zwierząt.

Obok sceny, na której odbywały się wspomniane pokazy, znajdowała się galeria fotografii łowieckiej oraz wystawa trofeów. Można było z bliska zobaczyć antylopy, niedźwiedzia, lamparta, lwa, a także bawoła, żubra czy łosia. Niestety wszystkie wypchane.

4

Spory kawałek powierzchni wystawowej był przeznaczona pod część kulinarną, gdzie można było się pokrzepić przysmakami z dziczyzny lub ugasić pragnienie zimnym piwem. Rzeczą wartą odnotowania jest atmosfera, jaka panowała na Hubertusie. Jest to trudne do opisania, pomimo że to impreza mimo wszystko komercyjna, ale wyczuwało się specyficzna atmosferę koleżeństwa i radości. Wszędzie można było zobaczyć grupy rozmawiających i wspólnie śmiejących się ludzi, dla których takie targi to znakomita okazja do spotkania towarzyskiego i wspólnego spędzenia czasu w miłym otoczeniu.

Na tegorocznym Hubertusie prezentowało się w sumie blisko 150 wystawców z całej Europy. Organizatorem Targów jest Polski Związek Łowiecki. Normalny bilet kosztował 15 złotych. Jedynym minusem imprezy był parking, który był stosunkowo drogi. Za rozpoczętą godzinę parkowania, trzeba było zapłacić pięć złotych. Na obejście i w miarę dokładne obejrzenie targów trzeba było poświęcić od około dwóch, do trzech godzin. I nie był to czas stracony.

5

Zimowe hartowanie

Tekst i zdjęcia: Roman Wieczorkiewicz
W ramach zaprawy kondycyjnej i hartowania ducha i ciała, ekipa ATVX zorganizowała weekendowy wypad pod namioty. Tym razem postanowiliśmy spędzić czas w lasach pod Węgrowem, na pograniczu Mazowsza i Podlasia.

Po dojechaniu na miejsce, mieliśmy jeszcze przed sobą kilka ładnych kilometrów marszu, z tego znaczną cześć przez zaśnieżone pola. Prąc przez pustkowia, mijaliśmy liczne ślady zwierząt, częściowo nawet idąc wydeptanymi przez nie ścieżkami. Marszu nie ułatwiała pogoda, gdyż silny mróz, około 16-18 stopni poniżej zera, był wzmocniony przez mocny wiatr, przez co wszystkie odsłonięte części twarzy dosyć szybko straciły czucie. Ulgę przyniosło dopiero wejście w gęsty las, gdzie wiatr nie był już tak dotkliwy.

Gdy znaleźliśmy odpowiednie miejsce na obóz, było już dosyć późno. Po rozbiciu namiotu i rozpaleniu ogniska nastąpiła chwila relaksu. Na kolację tradycyjnie pieczona na ogniu kiełbasa, popita nalewką, znakomicie przywraca siły i humor. Trafiliśmy na pełnię księżyca, co z zimowym lasem tworzyło niesamowitą atmosferę. Siedzieliśmy przy ogniu do późna. Nocowanie na śniegu, przy dużym mrozie, wymaga przygotowania zarówno pod względem fizycznym, psychicznym, jak również sprzętowym. Bardzo ważna jest odpowiednia izolacja od ziemi, ciepła bielizna i śpiwór.

Noc minęła spokojnie. Mimo naprawdę dużego mrozu, spało się nam bardzo dobrze. Ciasnota wysłużonego namiotu sprawiła, że z pieleszy wychodziliśmy powoli. Od rana płonął ogień, na którym gotowało się śniadanie. Coś absolutnie niezjadliwego w domu, czy w pomieszczeniu, w plenerze smakuje wyśmienicie. Czas płynął w wesołej atmosferze, a humory poprawiał pełny ciepłej strawy żołądek, jak również żarty i opowiadane anegdoty. Był czas powspominać poprzednie wypady czy wyprawy, jak również snuć turystyczne plany na przyszłość.

Zwijanie obozowiska poszło stosunkowo sprawnie. Zawsze z dużym zainteresowaniem oglądamy miejsce pod namiotem, gdyż po stopionym, bądź nie, śniegu można ocenić skuteczność izolacji od podłoża. Tym razem wszystko było w porządku – śnieg nie był stopiony, a jedynie ugnieciony. Gorsza izolacja cieplna była widoczna jedynie w miejscach, gdzie maty stykały się ze sobą. Po zebraniu śmieci, wyjedzeniu resztek prowiantu z plecaków i zwinięciu namiotu powoli ruszyliśmy w drogę powrotną, podczas której udało się nam dostrzec nieco leśnej zwierzyny.

Mimo, że mróz nieco zelżał, nadal było kilkanaście stopni poniżej zera. O ile w lesie była cisza, o tyle na otwartej przestrzeni ponownie lodowaty wiatr kuł w oczy i resztę twarzy. Brnięcie przez głęboki śnieg przy silnym wietrze, zmuszało do regularnych odpoczynków.

W końcu doszliśmy do rogatek miasta, gdzie stał samochód i można było się w nim rozgrzać w drodze powrotnej. Nawet krótki wypad pozwala zahartować organizm, sprawdzić sprzęt i pooddychać wolnością, jakiej nie ma w żadnym mieście.